Pod naszym patronatem: XI Toyota Zimowy Maraton Na Raty | Termathlon Na Raty
reklama



Jeśli jest szansa na medal, to nie odpuścimy

opublikowano; 03-10-2018

– Klub się rozwija i ma ambicje. Jak sam początek sezonu wskazuje, nie będziemy walczyć tylko o utrzymanie, ale o coś więcej – zapowiada Sebastian Wojciechowski, reprezentant Polski i nowy zawodnik KS Acany Orła Futsal Jelcz-Laskowice. Przyszedł do beniaminka Futsal Ekstraklasy z dorobkiem króla strzelców I ligi, trzech Pucharów Polski, dwóch superpucharów i mistrzostwem kraju.

Mariusz Bartodziej: Masz trzydzieści lat, w futsalowej karierze klubowej rozegrałeś już znacznie powyżej stu spotkań. Co jest najważniejsze po wysokiej porażce, jak sobotnie 1:5 z Rekordem Bielsko-Biała, mistrzem Polski?

Sebastian Wojciechowski: Po takim meczu z mistrzem powinniśmy przeanalizować naszą grę, zobaczyć, jakie błędy popełniliśmy i starać się ich unikać. Od tego jest trener, by przygotowywać nas do każdego meczu i myślę, że po głębszym przemyśleniu będzie wiedział, co nam przekazać przed meczem z Piastem Gliwice.

M.B.: Umiejętnościami nie odstępujecie od reszty ligi. O przegranej przesądziło lepsze zgranie rywala i większe doświadczenie w Futsal Ekstraklasie jako zespołu?

S.W.: Trudno powiedzieć. Sądzę, że byliśmy bardzo dobrze przygotowani do tego spotkania. Jakby nie było, Rekord to mistrz Polski. Musieliśmy uznać jego wyższość. Zadecydowało lepsze zgranie, większa skuteczność. Nam brakuje jeszcze porozumienia na parkiecie, jesteśmy zespołem zbudowanym niemal od podstaw. Z biegiem czasu będziemy w stanie przeciwstawić się każdej drużynie. Na razie musimy dopracować nasze zgranie, przeboleć porażkę i skupić się na następnym meczu. Jeśli ostatni mecz nie będzie zaprzątał naszej głowy, do kolejnego spotkania podejdziemy spokojniejsi i bardziej zmotywowani.

M.B.: W sobotę jedziecie do Gliwic, by walczyć z Piastem o drugie zwycięstwo w lidze. Jak dotąd wszystkie mecze graliście w Jelczu-Laskowicach, nawet te w wygranym turnieju Acana Futsal Masters. Będzie wam brakowało hali wypełnionej swoimi kibicami?

S.W.: Na pewno. Kibice są naszym szóstym zawodnikiem. Przychodzą na mecze i podnoszą rangę widowiska, pomagają nam mentalnie. W Gliwicach będzie ich brakowało, jednak wiem, że miejscowi jeżdżą za swoją drużyną. Możemy być więc spokojni, że będą nas dopingować równie mocno jak u siebie.

M.B.: Ty co prawda już w zeszłym tygodniu jeden „wyjazd” zaliczyłeś. Wziąłeś udział wraz z reprezentacją Polski w towarzyskim Turnieju Państw Wyszehradzkich. Porażka 2:4 ze Słowacją, remis 5:5 z Czechami i wygrana 2:1 z Węgrami. Które z tych spotkań najbardziej utkwi ci w pamięci?

S.W.: Wszystkie były na tyle dużym doświadczeniem, że zostaną gdzieś w mojej pamięci. Taki turniej stanowi dobre przetarcie przed kolejnymi zgrupowaniami, bo w przyszłym roku czekają nas eliminacje do mistrzostw świata. Trzeba się do nich jak najlepiej przygotować. Dzięki tym rozgrywkom trener ma co analizować i może korygować nasze błędy.

M.B.: W tym roku uczestniczyłeś też w barwach kraju w ważniejszych rozgrywkach, czyli w Mistrzostwach Europy w Futsalu 2018. Czego nauczyły cię remis 1:1 z Rosją i przegrana 1:5 z Kazachstanem, późniejszymi trzecim i czwartym zespołem turnieju?

S.W.: Losowanie wrzuciło nas na głęboką wodę, trafiliśmy do grupy śmierci. Mimo to pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony. Nasi przyszli rywale będą postrzegać nas jako godnego rywala, a nie okazję do łatwych punktów. Gra w mistrzostwach Europy była moim marzeniem, kolejnym jest występ na mistrzostwach świata. Mam nadzieję, że do tego dojdzie, dlatego musimy jak najlepiej przygotować się do eliminacji. Każdy z nas trenuje po to, by jechać na taki turniej.

M.B.: W reprezentacji rozegrałeś już czterdzieści jeden spotkań, spędziłeś w nich na parkiecie niemal dwa tysiące minut, strzelając przy tym dziewięć goli. Co się zmienia, gdy wychodzisz na boisko z orłem na piersi?

S.W.: To dodatkowa motywacja. W klubie grasz na sto a nawet sto dziesięć procent, ale mecz z orzełkiem na piersi jest wyjątkowy myślę że dla każdego zawodnika. Po to ciężko trenujemy w klubach, by dostać się do reprezentacji i zaprezentować selekcjonerowi.

M.B.: Z poprzednimi drużynami zdobyłeś trzykrotnie Puchar Polski, dwukrotnie Superpuchar Polski i mistrzostwo Polski. Grałeś i strzelałeś gole w barwach reprezentacji. Co cię przekonało do wstąpienia w szeregi beniaminka ekstraklasy?

S.W.: Duży wpływ miała wizja trenera, który przedstawił mi ją wraz z prezesem. Wyjaśnili, jakie mają oczekiwania wobec mnie i po chwili stwierdziłem, że to bardzo fajny pomysł. Klub się rozwija i ma ambicje. Jak sam początek sezonu wskazuje, nie będziemy walczyć tylko o utrzymanie, ale o coś więcej. Trenujemy ze sobą dwa miesiące i coraz lepiej to wygląda. Zmotywowało mnie też, że w tak małym mieście można stworzyć fajny klub na ogólnopolską skalę. Mam nadzieję, że będzie o nim jeszcze głośno.

M.B.: Masz duże doświadczenie w ekstraklasie i reprezentacji. Czy są różnice pomiędzy tym, czego do tej pory się nauczyłeś a hiszpańskim stylem gry, który trenujecie w Orle?

S.W.: Każdy trener ma inny warsztat. Jeden bazuje bardziej na wiedzy taktycznej, drugi na tej, którą zdobył na parkiecie jako zawodnik. Selekcjonerzy z Hiszpanii, jak Chus, mają duże doświadczenie. W Polsce nie brakuje jednak trenerów na poziomie tych z krajów, w których futsal jest bardziej rozpowszechniony. Różnice są mniejsze niż dawniej. Nasi selekcjonerzy jeżdżą na rozmaite kursy zagraniczne, co ma duży wpływ na to, że liga staje się mocniejsza.

M.B.: Spędziłeś na polskich parkietach już wiele lat. Jak zmieniła się liga?

S.W.: Poziom ekstraklasy zwiększył się i na pewno wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ważne jest to, że media pokazują nasze mecze. Dawniej trudno było nawet o transmisję internetową. Teraz trenerzy mają większe pole do analizy, ponieważ mogą obserwować przeciwników z tygodnia na tydzień. Liga jest coraz ciekawsza i mam nadzieję, że z roku na rok będzie jeszcze lepiej, także jeśli chodzi o nasze występy w europejskich pucharach. Życzę Rekordowi, by w najbliższych dniach pokazał w eliminacjach do Ligi Mistrzów, że nasza liga nie jest już „ogórkowa”.

M.B.: Doskonale wiedziałeś, dokąd przychodzisz, czy coś jednak cię zaskoczyło po transferze? W końcu minęły już trzy miesiące.

S.W.: Byłem w ciągłym kontakcie z prezesem i z trenerem, więc wiedziałem, jakie są założenia klubu i jakich transferów można się spodziewać. Dopiero podczas pierwszych kilku zajęć zobaczyliśmy, jak każdy z zawodników wygląda fizycznie, technicznie i taktycznie. Trener dobrał jednak kadrę tak, by miała ręce i nogi. Teraz musi tylko spleść wszystko, by z meczu na mecz było widać poprawę, do której stale dążymy.

M.B.: W nowym zespole nie jesteś tylko zawodnikiem. Jak podoba ci się rola trenera orzełków?

S.W.: Prowadzę trzy grupy. Najstarsza składa się z osób z rocznika 2003, 2004 i 2005. Bardzo przyjemnie mi się z nią pracuje, ponieważ wiedzą, co mają robić i jak się zachowywać. Druga z grup to 2008/2009 B. Opieka nad nią jest dla mnie miła, ponieważ mogę tak kierować zawodnikami, by wskoczyli do drużyny A. Do tego prowadzę rocznik 2013. To małe dzieciaczki, ale starają się robić to, co do nich należy, i są bardzo pozytywne. Cieszę się, że dostałem szansę pracować z grupami młodzieżowymi Orła.

M.B.: To tacy młodzi zawodnicy, jak ci z akademii KS Acany Orła Jelcz-Laskowice stanowią przyszłość polskiego futsalu. Rozwój zmierza w dobrym kierunku?

S.W.: Na pewno. Dawniej nie było futsalowych grup młodzieżowych. Na turnieje brało się dzieci z dużych boisk. Teraz bardzo dużo klubów prowadzi szkółki futsalowe, a nawet starają się łączyć halę z boiskiem. Wielu piłkarzy zaczynało od nauki gry na małej przestrzeni i to owocowało w przyszłości. Coraz więcej trenerów uważa, że otwieranie futsalowych akademii to dobra decyzja, a nie tylko zalepianie dziury w okresie zimowym.

M.B.: Dobrych kilkanaście lat temu sam rozpoczynałeś sportową karierę. Zaczynałeś od piłki nożnej. Jesteś wychowankiem klubu MOSiR Jastrzębie-Zdrój z twojej rodzinnej miejscowości, a w latach 2005-2008 grałeś w GKS-ie Jastrzębiu. Jakie masz najlepsze wspomnienie z występów na dużym boisku i od czego zaczęła się twoja przygoda z futsalem?

S.W.: Niesamowity był debiut w pierwszej lidze w zespole Jastrzębia. Później klub został rozwiązany, a ja spróbowałem jeszcze sił w trzecioligowym Pniówku Pawłowice Śląskie. Odezwał się do mnie prezes Clearexu Chorzów i spodobała mi się gra na hali. Teraz staram się robić to, co potrafię najlepiej i zapominam o przeszłości. Jestem szczęśliwy, że zajmuję się futsalem i z tego, co w tej dyscyplinie osiągam.

M.B.: Później przyszły jeszcze występy w Wiśle Krakbet Kraków i Red Devils Chojnice – z kilkumiesięczną przerwą na grę w Gattcie Active Zduńska Wola. Któryś z sezonów wspominasz szczególnie?

S.W.: Okres gry w Wiśle. Po przejściu z Clearexu zdobyłem puchar Polski i brązowy medal w lidze. Prezes postanowił przedłużyć ze mną kontrakt i w kolejnym sezonie sięgnęliśmy znów po puchar, a do tego superpuchar i mistrzostwo. Zdobycie potrójnej korony było niesamowite. Klub niestety się rozpadł, a ja trafiłem do Red Devils. Od razu wygraliśmy w Pucharze Polski i jestem chyba jedynym zawodnikiem, który zrobił to trzy razy z rzędu. Cieszę się, że mój los tak się potoczył i mam nadzieję, że z Orłem będę osiągał równie wysokie wyniki co dotychczas.

M.B.: Na jakim etapie narodziła się ksywa „Rambo” i skąd się wzięła?

S.W.: To bardzo stara historia. W szkółce MOSiR-u Jastrzębie-Zdrój nie było mojego rocznika 88. Trener dostrzegł we mnie potencjał, więc pozwolił zostać w roczniku 86. Chłopaki byli ode mnie o dwa lata starsi, a co za tym idzie więksi i wyżsi. Starali się mi pomagać, choć często musiałem walczyć o swoje. Raz ktoś powiedział, że jak Rambo daję z siebie wszystko. Do dziś w mojej miejscowości ludzie bardziej kojarzą mnie z ksywy niż z imienia i nazwiska.

M.B.: Fanom Orła zdążyłeś już zaprezentować, że potrafisz zdecydowanie walczyć, choć obywa się bez ofiar, w odróżnieniu od filmowego Rambo. To cię wyróżnia na parkiecie?

S.W.: Cała drużyna walczy jeden za drugiego i zostawiamy na parkiecie serce. Nie zwracam uwagi, czy ktoś robi to mocniej. Jedni są od zadań specjalnych, a drudzy mają nadrabiać walką. Staram się wykonywać swoją robotę najlepiej, jak potrafię. Pokazać kibicom, że przyszedłem do Orła z myślą o dawaniu z siebie wszystkiego.

M.B.: Pomogłeś awansować drugiemu z beniaminków, Red Devils Chojnice, strzelając w dziewiętnastu meczach aż trzydzieści dwie bramki. Dzięki temu wynikowi sięgnąłeś po koronę króla strzelców grupy północnej pierwszej ligi. Wspiąłeś się na swoje wyżyny?

S.W.: Między pierwszą ligą a ekstraklasą wciąż jest bardzo duży przeskok. Grając na zapleczu Futsal Ekstraklasy miałem więcej czasu i możliwości, do tego zespół był świetny. Bez niego nie strzeliłbym tylu goli, bo sam sobie nie wypracowałem akcji. Awansowaliśmy, zdobyłem tytuł króla strzelców, ale teraz wracam do ekstraklasy i dopiero po rocznej przerwie od niej mogę pokazać, na co mnie naprawdę stać. Nieważne, czy będę strzelał ja czy kolega. Liczy się zdobywanie trzech punktów.

M.B.: W barwach Orła debiutanckie trafienie ligowe już zaliczyłeś, w meczu z Pogonią 04 Szczecin. Co dalej?

S.W.: Planu nie ma. Jest tylko taki, by z meczu na mecz dawać z siebie wszystko i pokazywać prawdziwe „ja”. Indywidualne laury trochę się liczą, ale najważniejsze jest dobro drużyny. Skupiamy się, by w każdym spotkaniu osiągać jak najlepszy wynik. Jeśli na koniec sezonu znajdziemy się powyżej szóstego miejsca, będzie to sukces. A jeśli jest szansa na medal, to nie odpuścimy. Z czasem zobaczymy, na ile nas stać. Mam nadzieję, że na tyle, by zaistnieć w ekstraklasie.

M.B.: Kibice mogą liczyć na twój dłuższy pobyt w Jelczu-Laskowicach?

S.W.: Czas, pokaże. Obecnie skupiam się na tym sezonie, a co dalej? Zobaczymy.

Źródło: materiały prasowe KS Acany Orła Futsal Jelcz-Laskowice
Foto: Jarosław Frąckowiak

dodaj
komentarz
skomentuj z NICKiem
zarejestruj
swój NICK


Polub OSI




Waszym zdaniem (komentarzy: 0. )

SPORT.OLAWA.INFO - Jeśli jest szansa na medal, to nie odpuścimy

inne tematy:



wiadomości





UAD.PL | OSI - OLAWA.INFO 2004 - 2018 | reklama | redakcja | mapa serwisu | polityka prywatności | regulamin